czwartek, 30 kwietnia 2015

Ciąża w Tajlandii - urlop macierzyński

Urlop macierzyński: która z pracujących matek nie myśli o nim już od początku ciąży?  Ile dni nam przysługuje? Jak płacą? Czy jest jakieś “becikowe”? Czy państwo pomaga finansowo rodzicom? W Europie sprawa  jest dosyć jasna mimo iż istnieją znaczne różnice miedzy krajami. W Tajlandii jest to natomiast zagadnienie dosyć enigmatyczne. Postaram się więc je przybliżyć na przykładzie moich zmagań z tajskim prawem pracy.


1. Urlop macierzyński

W Tajlandii mamy prawo do 90 dni urlopu macierzyńskiego. Trzy miesiące to niedużo ale nie jest źle...ale kochane, nie cieszmy się za wcześnie! Pracodawca zapłaci nam pełną pensję tylko za 45 dni! Kolejne 45 dni bierze na siebie ubezpieczenie społeczne (jeśli opłacamy składki) Tutaj zaczyna się obliczanie w zależności od składek, stażu pracy itd. zasadniczo wyliczona suma ma się bardzo daleko do naszej standardowej pensji. Jakie jest rozwiązanie: oszczędzać z wyprzedzeniem na te 45 dni zaniżonej pensji, liczyć na pensję męża, wrócić do pracy po 45 dniach?

Na szczęście w  Tajlandii gdzie często życie uelastycznia prawodawstwo, istnieje możliwość "dogadania się" z pracodawcą. To on zadecyduje o tym czy kobiety przez niego zatrudnione otrzymują wynagrodzenie za całe 90 dni czy tylko 45. Decyzja ta zależy od polityki firmy, dyrekcji i jej wyrozumiałości a pewnie i humoru księgowej ;) Nie wszystkie firmy biorą to pod uwagę ale te które dbają o pracowników korzystają z tej możliwości. Warto więc napisać podanie z prośbą o  takie rozwiązanie.

2. Urlop tacierzyński

Podobno od 2012 roku w Tajlandii przysługuje także urlop dla ojców. Trwa on 14 dni i można go wziąć jedynie w ciągu pierwszego miesiąca od narodzin dziecka. Problem w tym, że to prawo przysługuje tylko pracownikom firm państwowych. Nieźle wykombinowali...

3. Becikowe

Nie jestem pewna czy jest powszechne ale z tego co mnie poinformowano po narodzinach dziecka otrzymam jakąś sumę na pokrycie kosztów medycznych porodu. Szczegółów brak, nadal nie wiem czy to w ogóle jest możliwe w przypadku obcokrajowców. 

4. Zasiłek na dziecko

Tutaj sprawa jest jasna. Mojemu maluchowi należy się 400 THB (40 zł) miesięcznie do szóstego roku życia. Jest to oczywiście suma bardzo symboliczna ale nie marudzę, z wdzięcznością przyjmę.

Zatem jak radzą sobie tajskie mamy, które muszą wrócić do pracy po trzech miesiącach? Najczęściej dzieckiem zajmuje się bliska rodzina (domy wielopokoleniowe) sąsiadki lub w przypadku Bangkoku dzieci są od razu wysyłane do dziadków na prowincję. Bogatsze rodziny zatrudniają niańki, które mieszkają w domu lub pracują na dochodne. Istnieją również żłobki, państwowych jest niewiele ale tych prywatnych (przynajmniej w Bangkoku) pojawia się na szczęście coraz więcej. 


środa, 22 kwietnia 2015

Nad morzem

Tajski nowy rok spędziliśmy nad morzem uciekając jednocześnie od nieznośnego upału i wodnego szaleństwa na ulicach Bangkoku. Wybraliśmy się do małego nadmorskiego miasteczka Pranburee, które znjduje się zaledwie kilkanaście kilometrów za Hua-hin. 

Od dłuższego czasu a właściwie od kiedy mamy psa jestem w nieustannym poszukiwaniu miejsc wypoczynkowych, które akceptują duże psy. No i łatwo nie jest. W ciągu trzech lat znalazłam tylko dwa takie miejsca. No tak w Tajlandii małe szczekliwe pieski kieszonkowe są akceptowane w wielu miejscach ale łagodne, spokojne labradory już nie. Dlaczego nie? Bo Pani pies jest za duży, będzie odstraszał klientów! Hmm, to jest po prostu psi rasizm!

No dobrze, nie narzekam już. Rozumiem, że to ja muszę się dostosować do sytuacji a nie biznes hotelowy do mojego psa. W każdym razie ogromnie się ucieszyłam kiedy znalazłam mały resort, który oferuje pięć oddzielnych i obszernych domków, w których psy są mile widziane za jednorazową opłatą 200 THB (20 zł)


Resort Preeburan znajduje się 20 metrów od plaży. Oddziela nas od niej asfaltowa droga, dosyć ruchliwa w dzień ze względu na pobliski targ rybny i liczne restauracje.


Można tam jednak ukryć się w zaciszu drzewek lilawadee...


lub na basenie!


Tak wygląda standardowy pokój, bardzo obszerny i czysty, choć nadszarpnięty już zębem czasu. Mieliśmy także dużą łazienkę z wanną i osobnym miejscem z małym prysznicem dla psa (!) Normalnie to miejsce służy po prostu do opłukiwania stóp z piasku. 


Salon z widokiem na basen i ogród...


Mała ale czysta jadalnia, gdzie serwowano śniadanie. Na miejscu nie ma restauracji ale można sobie zamówić coś obok i zjeść na miejscu lub samemu ugrilować rybkę. Pracownicy resortu jeszcze nam pozmywali naczynia, co było bardzo miłe i za co wynagrodziliśmy ich napiwkiem :)


Nieskomplikowane, smaczne śniadanie i urocza dekoracja z kwiatów lilawadee....


A to już okolice gdzie można spacerować cały dzień.


Nowy projekt miasteczka polega na budowie kilkukilometrowego deptaka wzdłuż plaży. Wiele osób biega, jeździ na rowerze i spaceruje z dziećmi lub jak my z psem. Rano jest praktycznie pusto, wieczorem deptak jest dosyć zatłoczony. Pamiętam, że wcześniej to miejsce było bardzo brudne i plaża niedostepna ze względu na kamieniste zbocze. Obecnie można przybliżyć się do morza i jest w miarę czysto. Projekt jest nadal w budowie ale za rok będzie to naprawdę bardzo fajne miejsce.


Plaża różni się znacznie od widoków ze standardowej pocztówki z Tajlandii ale jest czysta i bezpieczna (idealna dla dzieci i psów;)



Ale było fajnie !!! 


To zdjęcie jest bardzo wzruszające. Rodzice przywieźli dzieci na plażę. Nic prostszego jak plastikowe klapki i grupa roześmianych dzieciaków w takim prostym transporcie. Simple life, simple happiness! 



A tak witało nas co rano słońce, wschodzące tuż na przeciwko naszego resortu...

Po raz kolejny mam ochotę rozpisać się nad różnorodnością Tajlandii i nad tym jak turystyka jednocześnie ją wspiera i niszczy. Podziwiam lokalne projekty rozwojowe ale mocno  szokują mnie nadal tony śmieci przy ulicach czy plaży. Obserwuję ludzi, którzy rozsądnie czerpią korzyści z interesów prowadzonych z głową i tych, którzy chcą tylko szybkiego zysku bez zastanowienia. Coraz rzadziej wybieram się w miejsca atrakcyjnie turystycznie bo wydaje mi się, że jest tam coraz drożej a standard zdecydowanie za tym nie idzie. Nie wiem czy tylko ja odnoszę takie wrażenie ale postanowiłam, że będę nadal wspierać małe i oddalone od szlaków turystycznych miejscowości. Czuję sie tam bliżej Tajlandii. Tej, którą tak kocham.

czwartek, 2 kwietnia 2015

W porannym słońcu

Sytuacja przedstawia się następująco: 7 rano i 30°C, błękitne niebo i wyjątkowy kolor letniego porannego słońca. Good morning Bangkok! W Japonii króluje teraz sakura, eleganckie i romantyczne kwitnące wiśnie ale i w Tajlandii mamy od kilku tygodni ogromny wysyp kwiatów. I jak na zamówienie rozkwita się ich coraz więcej każdego dnia. 





Nadal trzymam się dzielnie rutynowych porannych spacerów z psem choć teraz wychodzimy razem z mężem bo psiak lubi szarpnac lub pobiec za kotem ;) 




Nasza dzielnica jakby ostatnio wypiękniała :) ludzie dbają bardziej o ogrody i nie parkują samochodów gdzie popadnie.


A to prywatna szkoła podstawowa, która obecnie świeci pustkami. Nic dziwnego: marzec i kwiecień to wakacje dla dzieciaków. Powrót do ławek w maju! 

Lato, lato trwa! :)

wtorek, 31 marca 2015

Wycieczki weekendowe

Lato w Tajlandii rozpoczęło się na dobre. Letnie burze i ciężkie powietrze przyniosły upał, który będziemy znosić aż do czerwca. Co najmniej. Może i do lipca bo podobno w tym roku lato zapowiada się długie.

Ja nie jestem obecnie w formie olimpijskiej ;) ten gorąc daje mi się mocno we znaki, mogę jakoś przeżyć tylko dzięki klimatyzacji ale od czasu do czasu staramy się jednak korzystać z weekendowych wycieczek. Jeździmy niedaleko ale na tyle wystarczająco by oddalić się od betonowego Bangkoku. I tak właśnie ostatnio wybraliśmy się na obiad do mojego kochanego targu wodnego Amphawa (tylko dwie godziny drogi samochodem) W menu rybki i różne pyszne desery nad brzegiem wody. 







Po drodze trafiliśmy do malutkiej stadniny kucyków...śliczności :)

Zwiedziliśmy także dwa kościoły, zdziwiłam sie, że na tak krótkim dystansie spotkaliśmy aż dwa, naprawdę piękne i zadbane miejsca. W jednym z nich odbywał się nawet ślub. 




Pierwszy raz spotkałam w Tajlandii rzeźbę Anioła stróża ...


Taki widok to zupełnie inne oblicze Tajlandii, żyjącej tu mozajki etnicznej, kulturowej i religijnej. Cenię ten kraj właśnie za taką tolerancję. W większości regionów żyje się tutaj naprawdę spokojnie a w dzisiejszym świecie to ogromna zaleta. 


niedziela, 15 marca 2015

Ciąża w Tajlandii - szkoła rodzenia

W ramach przygotowań do rodzicielstwa i po niepokojącym niemal zachłyśnięciu się ogromem informacji w internecie zdecydowaliśmy się na zajęcia w szkole rodzenia. Lepiej przeciez porozmawiać w realu z położną i poznać inne osoby, które przygotowują się na tę samą przygodę co my. 

Poszukiwania szkoły zajeły mi dosyć dużo czasu: mój szpital oferuje zajęcia jedynie w języku tajskim, co jednak jest dla mnie znaczną trudnością. Na szczęście większość szpitali prywatnych organizuje regularnie zajęcia dla obcokrajowców. Niektóre z nich są proponowane za darmo jak na przykład przez szpital Bumrungrad, który organizuje jednodniowy maraton wykładów. Nie jestem jednak pewna czy taka koncentracja informacji jest korzystna, zważając na moje osobiste, nieco spowolnione ostatnio myślenie. ;)

Znajoma Tajka poleciła nam szpital, który oferuje 8 godzin zajęć teoretycznych i praktycznych w systemie czterech spotkań weekendowych. Cena trochę wysoka (6.000 THB) ale zważając na jakość wykładów, kontakt z fantastyczną, świetnie mówiącą po angielsku położną a także wszystkimi podwieczorkami, dodatkami dydaktycznymi i prezentami...summa summarum: naprawdę się opłacało!

A tak dla porównania z moim wpisem o szpitalu publicznym, wygląda szpital prywatny w Tajlandii. 



Czy ten budynek w ogóle wygląda na szpital? Kryształy i marmury, w holu recepcja jak w pięciogwiazdkowym hotelu i nawet koncertujący pianista. Szpital nazywa sie BNH (Bangkok Nursing Hospital)





Nasze zajęcia odbywały się w bardzo przyjemnej atmosferze, na podłodze na wygodnych tajskich poduszkach, żadnego tam siedzenia na krzesłach. Na miejscu pokazano nam podstawowe zajęcia z jogi, ćwiczenia relaksacyjne, elementy bezpiecznego masażu i oczywiście teoretyczne przygotowanie do tego, co czeka mnie w trakcie porodu. Druga część zajęć obejmowała wszystko to co będzie działo się po przyjściu dziecka na świat. Ta część była bardziej ciekawa i praktyczna


Pomoce naukowe...

Najbardziej zainteresowały mnie wskazówki w otaczaniu opieką malucha w kraju tropikalnym, na co zwracać uwagę i jakie zakupy sobie odpuścić. I tak np. omawialiśmy problem klimatyzacji i transferu malucha z chłodnego pokoju do upalnych temperatur. Optymalna temperatura dla niemowlaka tutaj to 25 stopni gdyż na zewnątrz panuje zazwyczaj ok 30 -35 stopni zatem większa różnica może zaszkodzić. W momencie przenoszenia dziecka trzeba stanąć w otwartch drzwiach i zrobić kilkusekundową adaptację bo jeśli nie to podobno dzieciaki bardzo wrzeszczą a rodzice nie wiedzą o co chodzi ;)

Pieluchy jednorazowe polecane są raczej na noc, w dzień zachęcano nas do używania, zwykłych tetrowych z częstą wentylację zadka malucha. Według położnej w ten sposób dziecko lepiej łapie rytm dnia i nocy, pieluchy tetrowe w Tajlandii schną błyskawicznie a jednocześnie pomagamy trochę planecie. Nie jestem pewna jak to wygląda w praktyce ale wyobrażam sobie, że w tak ciepłym kraju jest to możliwe. 


Kąpiel, zabiegi higieniczne i przewijanie najlepiej wykonywać na podłodze: kupujemy matę lateksową, ręczniki, mały pojemnik na wodę i wanienkę. Wszystko rozkładamy na podłodze, malucha myjemy na zewnątrz przy pomocy małego ręczniczka, wodą szybko obmywamy i dopiero na końcu wykonujemy relaksacyjne zamoczenie w czystej wodzie. Po kąpieli, jeśli młodzież nie wyje (a podobno czasami wyje bardzo) obowiazkowy masaż! Tajowie mają hopla na punkcie masażu już od dzieciństwa. :) Pokazano nam też przykład pozycji i masażu pomagającego na kolki, ten masaż nosi fajną nazwę “Tygrys na gałęzi” i wygląda mniej więcej tak

Duża część zajęć poświęcona była karmieniu piersią, w Tajlandii jest to naturalne i bardzo często praktykowane nawet w miejscach publicznych. Uczyliśmy się różnych technik i rozwiązywania problemów z tym związanych. W ramach dodatkowego prezentu otrzymaliśmy także rewelacyjną poduszkę do karmienia.

Na koniec odwiedziliśmy też oddział położniczy luksusowej klasy, wręczono nam tam niezbędną lekturę i kontakty w razie pogotowia lub pytań. Zapytano czy się boimy... :) 

Czy było warto wybrać sie do tej szkoły? Jak najbardziej! Dla mnie to duża dawka informacji, które pomogą na początku. Później będę kombinować w zależności od sytuacji. Niestety, będąc z dala od rodziny trzeba sobie jakoś radzić samemu. Tymczasem teoretycznie jestesmy gotowi! Zobaczymy w praktyce... 


sobota, 14 marca 2015

Dzień Słonia-obchody w Lampang

The Thai Elephant Conservation Center w Lampang, to moim zdaniem najwspanialsze miejsce dla słoni w Tajlandii. Jest to z pewnością warty odwiedzenia zakątek na uboczu popularnych szlaków turystycznych. Park i centrum  własnością państwową, należącą do ministerstwa leśnictwa i ochrony przyrody. Ceny wstępu są bardzo rozsądne a park oferuje dużo ciekawych rzeczy do odkrycia: życie słoni, zajęcia w szkole (sztuczki i zabawy), szpital, żłobek, malowanie obrazów, produkcje papieru a nawet klimatyczny cmentarz dla słoni. 



Tradycyjny Dzień Słonia obchodzimy w Tajlandii 13-go marca. Podczas obchodów, słonie wraz z ich mahutami (ich przewodnikami) ofiarowują najpierw dary dla mnichów, którzy następnie je błogosławią. Każdy może także przynieść prezent dla słoni w postaci warzyw i owoców. Na koniec na olbrzymy czeka juz tylko prawdziwa uczta :)










Stoły zastawione na bogato ale jak zdrowo!

Dodatkowe informacje na oficjalnej stronie centurm tutaj  i na stronie FB (źródło wszystkich powyższych zdjęć)